Marlena Balcerzak


Pracownik administracyjny Bydgoskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych. To dzięki jej wrażliwości mieszkańcy całego kraju poznali historię umierającego na raka bydgoszczanina Jana Szwedy. To ona, jako pierwsza zorganizowała pomoc, kiedy szukał rodziny zastępczej dla 4 swoich dzieci.


  • Zacznijmy od wydarzenia sprzed roku. Jak to się stało, że osoba, która na co dzień nie pracuje z rodzicami, zauważyła, że jest ktoś taki jak Jan Szweda, i że trzeba mu pomóc?

 

  • Pan Jan mnie o to po prostu poprosił. Przyszedł do nas i poprosił o pomoc. Był już wszędzie i nigdzie tej pomocy nie dostał. Chciał umieścić u nas swoje dzieci. Powiedział, że umiera i musi znaleźć dla nich dom.

 

  • Pracujesz w miejscu, gdzie takie historie to codzienność. Dlaczego ta była wyjątkowa?

 

  • Na co dzień jest odwrotnie. W większości rodzice nie zabiegają o dzieci, które często są porzucone albo odebrane rodzicom z różnych przyczyn, przeważnie z powodu alkoholizmu lub innych patologii. A tu pojawił się ojciec, który rozpaczliwie szukał domu dla swoich dzieci. Pan Jan nie wyobrażał sobie, że dzieci mogą zostać rozdzielone. Zdawał sobie sprawę, że Norbert nie będzie umieszczony z pozostałą trójką, bo jest upośledzony i nie mógł się z tym pogodzić. Dlatego chciał sam znaleźć dla nich rodzinę.

 

  • Co się działo potem?

 

  • Codziennie widywaliśmy Pana Jana, który przyprowadzał do nas Norberta. Pan Jan nie miał siły sam zawozić go do szkoły, więc woził go nasz kierowca. Zaczęliśmy go odwiedzać również w domu. W każdej chwili, w razie potrzeby Pan Jan mógł także liczyć na pomoc naszego pracownik socjalnego, z czego z radością korzystał. Ogromnym zaufaniem i sympatią darzył również panią Sędzię prowadzącą sprawę. Pamiętam, jak śmiał się czasami, że teraz ma swoich ludzi! Pan Jan ufał nam, konsultował z nami każdą sprawę, nie mogliśmy go zawieść.

 

  • Wiem, że to konkretnie Ty bardzo pomagałaś tej rodzinie. To były regularne, częste wizyty. Kupowałaś za swoje pieniądze jedzenie, rzeczy dla dzieci pana Jana.

 

  • Tak... Dzieciaki przyjeżdżały też do mnie do domu. W ten sposób chciałam choć na chwilę odciążyć Pana Jana. Spędzaliśmy razem czas. To był bardzo fajny czas, bo te dzieci są niesamowite! Pan Jan tak dobrze je wychował! Były ciepłe, bardzo się kochały i wspierały, nie było między nimi żadnej złośliwości. Muszę dodać, że rodzinę pana Jana wspierało wielu ludzi, także szkoła do której chodziły dzieci.

 

  • Wiedziały, że ich tata umiera?

 

  • Na początku nie, ale kiedy sprawa została nagłośniona w mediach to oczywiście tak, rozumiały całą sytuację.

 

  • Rozmawiałaś z nimi o tym?

 

  • Tak, próbowaliśmy rozmawiać z dziećmi o tym, że ich taty niedługo nie będzie, miały wsparcie psychologa z Ośrodka Adopcyjnego. Ale trudno jest przygotować dzieci na śmierć ojca. Laura w pewnym momencie chciała się do mnie przeprowadzić, chciała mówić do mnie „mamo”, do mojego męża „tato”. Kiedy do nas przyjeżdżała, mówiła: „nasz dom”, „nasz pies”. To było naprawdę trudne. Bywały momenty załamania, w których brakowało mi nadziei, że znajdzie się rodzina, która pokocha całą czwórkę. Bałam się że trzeba będzie je rozdzielić.

 

  • Jak wspominasz tamten okres teraz, z perspektywy?

 

  • To był bardzo intensywny czas. Ja się naprawdę martwiłam. Było nawet tak, że zaczęłam szukać rodziny dla tych dzieci wśród swoich najbliższych. Wydzwaniałam po ciotkach, które mają duże domy. Ktoś z mojej rodziny powiedział mi: „Przecież nie uratujesz całego świata”. Świata nie, ale tę rodzinę tak. Wkrótce przed śmiercią, kiedy już znalazła się rodzina, pan Jan prosił mnie żebym czuwała nad dziećmi. Boli mnie, że nie mogę dotrzymać danego mu słowa, ponieważ nie mam z nimi kontaktu. Cały czas czekam na telefon czy list od dzieci, chociaż parę słów od nich, a nie za pośrednictwem PCPR.

 

  • Co poznanie pana Jana Szwedy i jego dzieci zmieniło w Twoim życiu?

 

  • Na pewno ta historia uświadomiła mi jeszcze bardziej, że są ludzie, którzy potrzebują mojej pomocy i że warto pomagać. Są rodziny, gdzie taka pomoc może zapobiec tragedii. To jest w gruncie rzeczy trochę egoistyczne, bo ja naprawdę czerpię ogromną radość z pomagania innym. To mi daje siłę. Najpiękniejsze wspomnienia z tegorocznych świąt to dla mnie radość dzieciaków z kilku rodzin z popegeerowskiej wioski, do których wraz z moimi przyjaciółmi pojechaliśmy z paczkami. To jest niesamowite patrzeć, jak się cieszą, rozrywają paczki, wręcz piszczą z radości!

 

  • Ty też jesteś mamą...

 

  • Tak, mam dwie córki, 6-letnią Laurę i 8-letnią Julię. Julka jest takim samym społecznikiem jak ja. Wraca czasem do domu bez skarpetek, bo koleżanka miała dziurawe. Kiedyś zażyczyła sobie, że mam jej codziennie kupować drożdżówkę do szkoły. Potem się okazało, że ona te drożdżówki oddawała koleżance z innej klasy, która przychodziła do szkoły bez śniadania. Staram się zaszczepić w córkach przekonanie, że to, co mamy to może nie jest dużo, ale to wystarczy dla nas. I można się tym jeszcze podzielić z innymi. I to się udaje, bo dziewczyny dzielą się na przykład swoimi prezentami.

 

  • Powiedziałaś, że pomaganie to trochę egoistyczna przyjemność, a na jakie jeszcze przyjemności sobie pozwalasz?

 

  • Tak naprawdę nie mam zbyt dużo wolnego czasu, bo studiuję socjologię, więc weekendy mam zajęte. Radzę sobie dzięki mojemu wspaniałemu mężowi. Zawsze uważałam, że on jest moją nagrodą za wszystko co przeżyłam, za nim go spotkałam, wygraną w totolotka.

 

  • To cenniejsza wygrana niż ta za szóstkę!

 

  • Tak:) Mąż mi bardzo pomaga! Jak mam trochę więcej czasu, to uwielbiam odwiedzać swoich dziadków w Chojnicach. Mam też ogród.. taki mały azyl. Lubię w ciepły dzień posiedzieć na huśtawce i po prostu nic nie robić. Fajne są też spotkania przy grillu z rodziną. Mam taka fajną rodzinę!

 

  • Przełamujesz stereotyp pracownika administracyjnego. Wychodzi Pani zza biurka i idzie do ludzi.

 

  • Pewnie tak, ale to niekoniecznie jest związane z pracą. Tak zostałam wychowana. Mam wspaniałych rodziców. Pochodzę z rodziny wielodzietnej, w domu się nie przelewało. Kiedy byłam dzieckiem marzyłam o tym, żeby dostać prezent. Dzisiaj cieszę się, że mogę podarować innym choć odrobinę szczęścia. Oczywiście, tak jak ktoś mi kiedyś powiedział, sama nie zbawię świata, ale staram się potrzebę pomocy zaszczepić w innych. Z roku na rok mam coraz więcej przyjaciół, którzy pomagają mi w tej mojej małej misji.

 

Komentarze
Marlena Balcerzak 2012-03-11 16:34

podziękowania

Sama nominacja do tego plebiscytu była dla mnie ogromnym zaszczytem i wyróżnieniem. Dziękuję bardzo wszystkim którzy na mnie głosowali i mnie wspierali. Serdecznie dziękuje Pani Bognie Jurek oraz Radiu Gra za zorganizowanie tak fajnego plebiscytu. Jest to wspaniałe przedsiewzięcie, które mam nadzieje że będzie kontynuowane co roku i dzieki któremu inne kobiety będą mogły czuć się tak docenione, wyjątkowe i szczęsliwe jak ja. Dziękuję :-)))))

Halina 2012-03-08 06:49

Hurra

Gratuluję!!!!!!!!!!! Wiedziałam, że Ci się uda.

szwagierka 2012-03-07 22:53

wiedzieliśm że tak będzie

Nie mogło być inaczej ,zawsze miałaś nasze ogromne wsparcie i wiarę że się uda -tak w sytuacji pana Jana jak teraz podczas głosowania .

bozka607 2012-03-07 21:44

Gratulacje

Serdecznie gratuluję :-)))) Pozdrawiam gorąco:-))))

aga 2012-03-06 23:27

trzymam kciuki

Marlena musi wygrac nik inny! :)

xyz 2012-03-06 21:51

ani

Głosowanie, miało się dzisiaj zakończyc więc się zakończyło. Kto ma wygrac ten wygra.

gość 2012-03-06 10:37

czekamy

O głosowanie miało być do dzisiaj a już nie można głosować .... W takim razie z niecierpliwością czekamy na wyniki i kibicujemy p. Marlenie trzymamy kciuki :)))))

koleżanka z pracy 2012-03-04 13:32

pomoc potrzebującym

pewnie ża media pomogły najbardziej w znalezieniu rodziny zastepczej, bo kto ma taką siłę przebicia jak nie one, ale godne podziwu jest że Marlena zaangazowała się tak bardzo w sprawy obcych ludzi! I nie tylko tych ludz...   Brawo - nalezy się wygrana!!!!

jolka 2012-03-04 00:52

media

Właśnie wszysy chwalą panią Marlenę, ale tak na prawdę jak podaje PS gdyby nie media to by nic nie zrobiła, bo nikt by się o tym nie dowiedzaił.Kwestia tego, jak  te historie przekazywaly.

glosuje na pania Marlene, bo dobrze ze powiadomila media, powinna wygrac.

b607 2012-03-02 22:49

głosujmy


... ciągle w nas się rodzi odwieczna tęsknota
Do wiary w ludzką dobroć - ażeby na próżno
Nikt nie czekał na pomoc drugiego człowieka...

Nick *
E-mail
Post your e-mail here:
Tytuł *
Komentarz *
* - pola wymagane